sobota, 22 marca 2014

Pożegnanie :(

heeeej :)
Nie wiem jak zacząć, ale jakoś spróbuję...Więc...przez ostatni czas dużo zmieniło się w moim życiu, nawet bardzo. Jestem coraz starsza, a mam coraz więcej problemów na głowie. Postanowiłam, że przestanę pisać blogi z opowiadaniami, ale nie że to jest mój wymysł...straciłam chcęci i ochotę na to, a powoli przestaje mi się chcieć żyć...pogorszyłam się z ocenami, a zbliża się koniec roku szkolnego. Pewnie myślicie sobie, a wróci, wszyscy wracają. Przecież, tyle razy odchodziła i wracała...Nie...teraz to co innego. Pewne dwie osoby wiedzą, mniej więcej co się dzieje w moim życiu, a są to moje dwie czytelniczki: Julka i Vicky Marano...pomogły mi i to bardzo, ale mimo ich pomocy nie mogę się pozbierać..poradziły mi w jednej sprawie i poskutkowało ale nie mogą już więcej nic zrobić. Wczoraj był pierwszy dzień wiosny...Jest coraz cieplej i coraz więcej czasu spędzam na polu...nie mam ochoty na pisanie, nie cieszy mnie to już...;(
Jeszcze raz przepraszam, a szczególnie dziewczyny z którymi prowadzę blogi: Ally Lynch, Wilczyca....kocham was ;*


Martyna

sobota, 8 marca 2014

10. What do I do?

*Ross*

Z samego rana, gdy tylko wstałem postanowiłem pójść do Laury. Bardzo się o nią martwiłem i jednocześnie się bałem że coś sobie zrobi. Co mnie obchodziło, że jest siódma rano? Musiałem iść.
Gdy zjawiłem się pod domem brunetki, zapukałem. Mijają sekundy...Cholera! Nikt nie otwiera!
Lekko nacisnąłem na klamkę od drzwi i wszedłem do mieszkania. Cisza...Założę się, że mama Lau jest w pracy, a ona sobie smacznie śpi na górze. Rozejrzałem się jeszcze, po czym udałem się do pokoju dziewczyny. Tak jak mówiłem, Lau jeszcze spała. Wyglądała tak słodko...ROSS! OPANUJ SIĘ!
Podszedłem do niej i pogłaskałem ją po głowie. Przeciągnęła się, po czym zdziwiona usiadła na łóżku.
- Ross! Jest siódma rano! Co ty tutaj robisz!? - zaczęła mnie wypytywać, z czego aż na samą myśl mnie głowa rozbolała! Usiadłem obok niej.
- Musiałem do ciebie przyjść...- uśmiechnąłem się - Martwiłem się. - dodałem po chwili. Laura zaśmiała się, lecz po chwili konciki jej ust powędrowały na dół.
- Co jest mała?
- Na myśl o Zack'u cała się trzęsę. On jest nieobliczalny! - z jej oczu niespodziewanie poleciały łzy.
- Nie martw się! Obronię cię! - przytuliłem ją do siebie. Trwaliśmy w tej pozycji dość długo.
- Co ty na to byśmy razem przygotowali śniadanie? - zapytałem z uśmiechem.
- Oczywiście Rossy. Tylko daj mi piętnaście minut, muszę się ubrać. - odwzajemniła gest.
- Okay, to ja lecę na dół! - oznajmiłem, po czym udałem się do kuchni. Postanowiłem zrobić naleśniki. Dobrze wiem, że Lau je uwielbia tak samo jak ja. Z szafki wyciągnąłem mąkę i jajka. Już miałem zajrzeć do lodówki, gdy zorientowałem się, że brunetki nie ma dobre pół godziny!
- Laura! Pośpiesz się! - zawołałem, lecz nic nie odpowiedziała. Szybkim krokiem udałem się do jej pokoju.
- Laura, gdzie ty...- nie dokończyłem ponieważ, nie dałem rady. Byłem tak zdziwiony i zarazem zdezorientowany że nie wiedziałem co robić. Okno było otwarte, a na jej łóżku zobaczyłem kartkę. Wziąłem ją do ręki, po czym zacząłem czytać:
'Laura jest cała. Jeśli chcesz ją jeszcze widzieć żywą musisz się pośpieszyć.Nie odczepiłeś się od niej, więc będziemy inaczej ze sobą rozmawiać. Masz mi dostarczyć 100 tysięcy na wskazany adres, który wyślę ci sms'em. Nie radzę dzwonić ci na policję, bo tym bardziej pogorszysz sprawę. Moi kumple mają cię cały czas na oku. Pilnuj się, bo tylko jeden fałszywy ruch, a dziewczyna może już nie żyć....' ZACK
Z wrażenia, list aż wypadł mi na podłogę...Nie mogłem uwierzyć że ten chłopak może być zdolny do czegoś takiego. Najchętniej zadzwonił bym na policję, ale przecież nie mogę...Co ja powiem jej mamie? Muszę ją jak najszybciej odnaleźć, tylko sobie sam nie poradzę..Bardzo się o nią boję...Co jeśli on jej coś zrobi?

*****

Pewnie jesteście zdziwieni że dziś pojawił się rozdział? Miałam dziś akurat czas, więc go napisałam, ale to nie znaczy że wracam. Rozdział kompletnie nie udany, nie dość że krótki...Teraz będziemy starały się pisać dłuższe rozdziały. :3
To ja was żegnam! <3


~ Tess ;)

niedziela, 9 lutego 2014

Zawieszamy! :c

Chyba wiadomo o czo chodzi :c Tess nie ma czasu, więc zawieszamy bloga. See ya later ;*

~Ally

9. Everything for ya, baby!

*Laura*

Żałowałam, że kazałam Rossowi wyjść. Nogą przymknęłam drzwi po czym wybuchnęłam głośnym płaczem. Minęły może dwie minuty, a ktoś mocno mnie przytulił. Podniosłam wzrok. Ross.
- Idź! - krzyknęłam.
- Nie mam zamiaru, kotku - pogłaskał mnie po policzku - Będę cię bronił, ale na pewno nie odejdę. Jesteś moją przyjaciółką. Czemu miałbym cię zostawić? A jak cię skrzywdzi?
- Boję się - wyznałam - Tak bardzo się boję!
- Wiem, Lau - wyszeptał - Ale jesteś przy mnie bezpieczna.
- Teraz tak mówisz. On cię może skrzywdzić! - łkałam.
- Trudno. Dla ciebie wszystko.

*Ross*

Laura zasnęła mi z wycieńczenia w objęciach. Wziąłem ją na ręce i zaniosłem do pokoju.
- Dobranoc - zaśmiałem się.
Przykryłem brunetkę kołdrą, z powrotem zbiegłem na dół. Akurat przyszła pani Marano. Skinąłem głową na powitanie. Niestety musiałem wracać do siebie. Rodzice będą się martwić.
Całą drogę kopałem jakiś kamyk. Moich uszu nie dochodziło absolutnie nic. Nie zdziwiłbym się, gdybym wpadł pod auto. Było to całkiem realne. Westchnąłem ciężko. Co mogę zrobić, żeby Lau czuła się bezpieczna? Kurczę! Nawet nie znam tego gościa! A co, jeśli mieszka obok i ją śledzi? Przecież nie mogę łazić za nią cały dzień, a w nocy koczować pod łóżkiem mojej brązowookiej. Życie jest dziwne. Niektórym wszystko układa się od początku do końca, a jej nie może?! Dużo bym dał, by ten idiota się odczepił!

****
Mega krótko, wiem. Po prostu brak weny :P
~Ally

Następny napiszę dla was ja, ponieważ teraz będziemy pisać na zmianę. :-)
~Tess

 ~ Ally 

niedziela, 2 lutego 2014

8. Let me go!

*Ross*

(...)
W tej chwili byłem bezradny. Nie chciałem żeby Laura się na mnie gniewała. Przecież każdemu się zdarza czasem zapomnieć o najlepszej przyjaciółce? Ups, no chyba nie...Muszę ją jakoś przeprosić. Tylko jak? No chyba nie powiem jej po prostu 'przepraszam'?
Muszę coś wymyślić, i to jak najszybciej....

*Laura*

Siedziałam właśnie w moim pokoju, na łóżku. Byłam smutna. Od czasu do czasu z moich oczu popłynęła pojedyńcza łza. Może gdybym go wysłuchała nie cierpiałam bym tak?
Niespodziewanie usłyszałam dzwonek do drzwi. Zdziwiona poszłam otworzyć. Widok pewnej osoby zamurował mnie...
- Heej Lau! - odezwał się znany mi dobrze chłopak.
- Zack, co ty tu robisz!? -  krzyknęłam przerażona.
- Jak to co? Chcę cię odzyskać. - powiedział uwodzicielsko.
- W życiu! Nigdy nie nabiorę się na twoje gierki!
Chłopak zezłościł się. Nagle złapał mnie za nadgarstki, wchodząc do mojego domu. Przycisnął mnie do ściany. Czułam jego zimny oddech na mojej twarzy. Bardzo się go bałam. On był do wszystkiego zdolny.
- Puść mnie! - krzyczałam przez łzy. Jednak nikt mnie nie słyszał.
- Jak chcesz. - szyderczo się uśmiechnął, po czym puścił mnie. Upadłam na ziemię. Żałowałam w tej chwili, że moja mama jest w pracy...
- Słuchaj, dam ci spokój, ale musisz coś dla mnie zrobić. - uklęknął przy mnie.
- A co jeśli nie zrobię tego co chcesz? - zaczęłam się trząść.
- Nie martw się, wynagrodzę się na twoich bliskich. - oznajmił. Z moich oczu popłynęły liczne łzy.
- Co mam zrobić? - spytałam.
- Masz przestać zadawać się z Ross'em, i wrócić do mnie.
- Co, skąd o nim wiesz!? - krzyknęłam.
- Śledzę cię od dłuższego czasu. To co, umowa stoi? Pokiwałam twierdząco głową. Bałam się, nie zgodzić.
- Ale Ross to mój najlepszy przyjaciel!! Co ja mu powiem!? - odezwałam się przerażona.
- To już nie moja sprawa skarbie...- uśmiechnął się, pocałował mnie w usta, po czym wyszedł z mojego domu....

*Ross*

Szedłem właśnie do Laury, by ją przeprosić. Ale gdy dotarłem na miejsce zauważyłem otwarte drzwi. Bardzo się zdziwiłem. Wszedłem do mieszkania. Widok załamanej brunetki zupełnie mnie zamurował.
- Ally! Co ci się stało? - krzyknąłem podbiegając do niej.
- Mój...były chłopak...- odpowiedziała trzęsąc się.
- Co on ci zrobił? - zdenerwowałem się.
- Mam do niego wrócić...a ty masz zniknąć z mojego życia...- oznajmiła płacząc...
- Ale jak to? - zapytałem załamany.
- Przepraszam cię Ross...wyjdź proszę. - powiedziała, a z moich oczu popłynęły łzy.
- Ja się nie poddam! - krzyknąłem, po czym wyszedłem z domu, trzaskając drzwiami...


****
Dziś tak krótko. Jesteście zdziwieni z takiego obrotu akcji? Rozdział napisałam ja, Tess. Nie wiem czy się wam spodoba. Jak wiecie jutro zaczyna mi się szkoła. Taaaak, ferie mi się skończyły, a Ally się dopiero zaczynają, więc nie wiem jak to będzie. Ale postaram się dla was. Po za tym teraz też mam dużo na głowie...Mama w szpitalu, wczoraj urodził mi się brat, teraz w czwartek mam urodziny itp. Nie bądźcie zawiedzeni jak rozdziały będą się  rzadko pojawiać. A jeśli chodzi o drugiego bloga, to rozdział już nie długo, przynajmniej mam taką nadzieję. :)

Ally Lynch & Tess

piątek, 31 stycznia 2014

7. Give me a suitcase!

*Laura*
(...)
- Ross czekaj! - zawołałam, kiedy on znajdował się już na dworze.
- Lau, co znowu? - zapytał zdenerwowany.
- Zobacz jaki duży helikopter leci! - powiedziałam, po czym rąbnęłam mu wazlizkę i zaczęłam uciekać.

*Ross*

- Serio? Gdzie? - zapytałem uśmiechnięty. Jednak na niebie nie ujrzałem żadnego helikoptera! Rozejrzałem się. Cholera Laury nie ma i mojej walizki też! Jezu, ona jest do wszystkiego zdolna.
- Lau, małpo! - wydarłem się.
Wtedy przyjechali nowi rodzice. Skinąłem do nich głową nadal nerwowo oglądając się za dziewczyną.
- Dzień dobry. Jestem Ross - przywitałem ich.
- Witaj! Ja jestem Mark, a to jest Stormie.  - przedstawili się. - Kogoś szukasz?
- Laura idiotko! Mam cię! - krzyknąłem, kiedy ujrzałem ją za krzakami. Najlepsze miny były moich nowych rodziców, ale teraz nie o tym mowa.
- Oddawaj mi walizkę! Oni już na mnie czekają! - krzyknąłem podbiegając do dziewczyny.
- Pff...ani  mi się śni! - odpowiedziała.
- LAURA! - wydarłem się, gdy dziewczyna po raz kolejny zniknęła z moich oczu.
- No... dobra - westchnęła - Będę bardzo za tobą tęskniła.
- Kocham cię najbardziej na świecie, wiesz? Nigdy nie miałem tak wspaniałej przyjaciółki!
- Wiem, wiem - pocałowała mnie w policzek, a z jej cudnych oczu popłynęły łzy.
- Do zobaczenia Lau! - pożegnałem się, po czym wsiadłem do auta.
Widziałem tylko jak dziewczyna wchodzi do domu. Jechaliśmy przez centrum L.A. Muszę przyznać, że jest tam na prawdę pięknie. Dojechaliśmy za czterdzieści pięć minut, w sumie myślałem że pojedziemy nawet dłużej. Gdy już znajdowałem się w pokoju, pierwsze co zrobiłem to napisałem sms'a do brunetki. Potem się rozpakowałem i poszedłem zwiedzać okolicę. Wyszłem z domu i zauważyłem przeuroczą dziewczynę. Od tej pory to chyba moja sąsiadka.
- Emm...Cześć, jestem Ross, a ty? - zapytałem podchodząc do niej.
- Susane, miło mi - uśmiechnęła się szeroko - Nowy?
- Można tak powiedzieć. Mieszkasz tutaj, prawda?
- Tak. Właśnie idę z psem na spacer. Chcesz mi towarzyszyć?
- Pewnie - odpowiedziałem.
Poszliśmy w kierunku parku. Jej szczeniak biegał nam między nogami i wariował prawie tak, jak ja i Laura. Miło spędzałem czas z Sus, ale nie mogłem zapomnieć o mojej przyjaciółce. Widok płaczącej Marano nie chciał zniknąć mi sprzed oczu.
- O czym myślisz?
- Nieważne - westchnąłem.
- Jakaś dziewczyna?
- Moja przyjaciółka, ale naprawdę...
- Może wyjdziemy gdzieś jutro? Kino? - zaproponowała.
- Dobry pomysł.
Dopiero po powrocie do domu przypomniałem sobie, że byłem umówiony też z brunetką. Och. No to mam problem! Najpierw napisałem do niej wiadomość, ale nie odpisała. Postanowiłem do niej zadzownić...
- Halo?
- Laura?
- Czego chcesz?
- Mieliśmy się spotkać w umówionym miejscu, bardzo cię przepraszam!
- Nie martw się wiedziałam że tak będzie. I tak mnie zostawisz....
- Ja cię nigdy nie zostawię!
- Pa Ross....
Nie zdążyłem już nic powiedzieć ponieważ dziewczyna się rozłączyła....

****
Miałyśmy dziś nie dodawać, ale zrobiłyśmy wyjątek. Podoba wam się? W następnych rozdziałach, zacznie się dziać o wiele więcej...;)
Dziękuje za życzenia! :D

Ally Lynch & Tess

czwartek, 30 stycznia 2014

6. I'm bored...

*Laura*

Nie minęło dobre piętnaście minut, a już usłyszałam pukanie do drzwi. Zero prywatności...
- Proszę. - mruknęłam nie zadowolona i już po chwili ujrzałam Ross'a.
- Co ty tu robisz? - zapytałam, a chłopak usiadł na łóżku.
- Nudzi mi się! - odparł.
- Nie minęło nawet piętnaście minut! - zaśmiałam się, a on się uśmiechnął.
- To co robimy? - dodał.
- Nie wiem, masz jakiś pomysł?
- Zagrajmy w butelkę! - klasnął w dłonie - Jestem genialny, ehe!
- No chyba nie. W dwie osoby? Serio? - prychnęłam.
- To powiedz coś ciekawego! Kiedy się pierwszy raz całowałaś?
- Yyy...
- No co? - ciągnął dalej temat.
- Nigdy - mruknęłam.
- Serio? Ja też! -  uśmiechnął się do mnie, a ja odwzajemniłam gest.
- To może....Najgłupsza rzecz zrobiona w twoim życiu? - uniosłam brwi.
- Eee...jak miałem 12 lat poszedłem do sąsiadki i powiedziałem jej że po jej fasolce miałem gazy...
- Haha no ok. To ja kiedyś założyłam się, że język nie przymarznie mi do latarni. No i zrobiłam to, a język się tak przykleił, że nie chciał się odkleić! A nie było wcale posmarowane klejem bo sprawdzałam. Dopiero pani z sąsiedniego sklepu przyleciała z ciepłą wodą..Największe upokorzenie w moim życiu!
- Oh...Lau! - zaśmiał się blondyn - Ja kiedyś chciałem objąć dziewczynę w kinie i wsadziłem łapę w popcorn innego widza.
- Pfft, to nic takiego! Ja kiedyś skakałam przez skrzynię i spadły mi spodnie! A mieliśmy łączony W-F! - zachichotałam.
- Uuu, ostro! - parsknął.
- Idiota - strzeliłam focha, a on zaczął mnie łaskotać.
Prawie zleciałam z łóżka, ledwo łapałam oddech.
- Przestań mnie łaskotać! - krzyknęłam, jednak nadal się śmiałam. Chłopak po chwili przestał, a ja byłam wniebowzięta.
- Na prawdę najlepszy wariat jakiego znam! - walnęłam go poduszką.
- Ej! Tak nie ładnie! - oddał mi.
- Szkoda że będziemy daleko od siebie mieszkać...- posmutniałam.
- No, ale będziemy się każdy dzień spotykać! Co nie? - zapytał.
- Taaaaaak! - przeciągnęłam.
- Jest już późno może ja już pójdę? - zapytał wstając.
- Późno? Jest 21 idioto!
- Ojć, sorry już zmykam! - powiedział, po czym pocałował mnie w policzek i wyszedł.
Uśmiechnęłam się do siebie, po czym położyłam się na łóżku. Już po chwili odpłynęłam...

*Następny dzień*

Rano obudził mnie dziwny hałas. Zdenerwowana, zeszłam na dół. Jest siódma rano i już człowieka muszą budzić! A kogo ja tam zastałam!? Rossa, który schodził ze schodów ciągnąc za sobą walizkę na kółkach! CO ZA DEBIL!!
- Rossiek, ciszej! - burknęłam.
- Ym... Przepraszam.
- Zostań jeszcze - zawiesiłam mu ręce na szyi.
- Nie mogę, przepraszam. Kocham cię, ty moja wariatko! Do zobaczenia - pocałował mnie w policzek, wybuchnęłam płaczem.
- Też cię kocham, buraku!

****
I znowu kolejny, akurat w moje imieniny! Tak, dziś Martynki. <3 Smuci mnie to, że moi znajmoi nie pamiętają, tylko rodzina. Trzy obce osoby na fejsie złożyły mi życzenia! ;c

Pozdrawiamy!


Ally Lynch & Tess